niedziela, 8 stycznia 2012

Grudniowe oszczędności Państwa w trudnym czasie kryzysu

Dzisiejszy post będzie wynikał bardziej z moich obserwacji, niż z mierzalnych danych statystycznych. Jest to spowodowane tym, iż takich danych nie ma, a z uwagi na moją pracę mam bezpośredni podgląd tej sytuacji.

Otóż dla państwowych jednostek budżetowych oraz zapewne innych instytucji finansowanych z budżetu państwa czy budżetu samorządu terytorialnego miesiąc grudzień jest ostatnim miesiącem roku budżetowego i wykonania planu finansowego. Plany finansowe tworzone są niecały rok wcześniej od roku, którego dotyczą. Przy ich tworzeniu opiera się na szacunkach, głównie na wydatkach poniesionych rok wcześniej (trudno zaplanować dokładne wydatki na rok do przodu). Jednostki tworząc taki plan przekazują go dysponentowi części budżetowej ich dotyczącej (np. ministerstwom). Dysponent zawsze obcina wydatki przekazane w planie finansowym by zmotywować jednostki do oszczędzania. Jednakże wszyscy są świadomi tej praktyki, plany finansowe są zawyżane i zawsze się liczy na dodatkowe pieniądze pod koniec roku. Dysponenci muszą wykonać swój budżet i gdy zostają środki na koniec roku to przekazują je podległym im jednostkom. Jednostki te mają zaledwie kilka dni na ich wydanie. Dlaczego muszą je wydać? Są to środki wygasające, czyli nie wydane do końca roku muszą zostać zwrócone i do tej jednostki już nie powrócą. Środki te wracają do ministra finansów i będą ujęte w budżecie na nowy rok (zmniejszą deficyt budżetowy), czyli do wspólnej puli. Dzięki ich wydatkowaniu zwiększa się ogólny poziom wydatków danej jednostki, czyli plan finansowy tworzony na kolejny rok będzie wyższy oraz o mniejszą kwotę zapewne go obetną w instytucji wyższej. Kolejnym powodem jest ambicja kierownika danej jednostki, iż dobrze gospodaruje swoją jednostką, walczy o dodatkowe środki dla niej i umie je rozdysponować.

Jak to wygląda w praktyce?
Otóż grudzień jest miesiącem bardzo niepewnym. Kierownik jednostki i główny księgowy nie wiedzą ile i kiedy dostaną dodatkowych środków, znają natomiast swoje oszczędności, które zapewne do końca roku zdążą wydatkować w sposób mniej lub bardziej racjonalny. Takie wydatkowanie można ładnie nazwać „czyszczeniem paragrafów” (każdy wydatek jest pogrupowany w odpowiednią kategorię zwaną paragrafem, np. wydatki na art. biurowe to inny paragraf niż wydatki na art. żywnościowe) – główny księgowy stara się wydać wszystkie pieniądze z danych paragrafów, a jak któraś kategoria jest niemożliwa do wydatkowania to dokonuje przesunięcia do paragrafu (kategorii), z której zdążą dokonać zakupów. Gorzej jest z tymi środkami, które otrzymają, gdyż wtedy na wydatkowanie mają dosłownie kilka dni. Może tu dojść do kilku scenariuszy:
1.    Kierownik jednostki i główny księgowy są osobami w 100% uczciwymi i zależy im na ogólnym dobrobycie, dobru Państwa i społeczeństwa – osoby te wydadzą środki, które naprawdę trzeba wydać, a resztę zwrócą. Wydatki będą racjonalne, budżet Państwa zaoszczędzi, będzie mniejszy deficyt budżetowy oraz więcej środków w budżecie Państwa na kolejny rok. Jednostka natomiast ma mniej wydatków, czyli dostanie mniej środków w kolejnym roku, kierownik z księgowym dostaną reprymendę od przełożonych, iż nieumiejętnie gospodarują środkami, nie dbają o jednostkę i nie znają jej potrzeb. Ta sytuacja bardzo rzadko występuje o ile w ogóle występuje.
2.    Kierownik z głównym księgowym są osobami uczciwymi i dbają o dobro jednostki którą kierują – tak będą kombinować, aby zakupić jak najwięcej rzeczy potrzebnych jednostce, czyli materiały biurowe, drobne remonty, sprzęt elektroniczny, publikacje, materiały eksploatacyjne itp. Za resztę kupią rzeczy niepotrzebne. Ważne by to wszysko zrealizować w bardzo krótkim okresie czasu. Mogą dokonać zapasów drobnych rzeczy na przyszły rok aby wtedy nie wydatkować środków na te rzeczy, a prosić o przesunięcie na wydatki inwestycyjne. Stosując tą metodę kierownik z księgowym wydadzą środki i nie zostaną napiętnowani wyżej, natomiast nie będzie oszczędności w budżecie Państwa. Ta sytuacja występuje trochę częściej.
3.    Kierownik z księgowym nie do końca są uczciwi, gdyż umieją zadbać też o swoje dobro i dobro współpracowników. Dodatkowe środki częściowo zostaną wydane na potrzeby danej jednostki, a w pozostałej części trafią do kierownika, księgowego i innych pracowników. Zostaną przyznane nagrody rzeczowe czy dodatkowe zlecenia dla pracowników. Jest to sytuacja najczęstsza, gdyż „pieniądze nie mogą się zmarnować i trzeba je wydać”. Środki są wydane, kierownik i księgowy zrealizowali swoje obowiązki sumiennie. Nawet ostatnio na początku stycznia moje dziecko, które chodzi do przedszkola publicznego otrzymało paczkę ze słodyczami o wartości ok. 100zł – każde dziecko otrzymało taką paczkę, do przedszkola chodzi ok. 100-120 dzieci we wszystkich grupach czyli same dzieci otrzymały ok. 10 tys. zł. Jakie paczki w takim razie dostały wychowawczynie, dyrektor przedszkola i inny pracownice???
4.    Kierownik z księgowym „umieją się porozumieć” i bardziej dbają o własne potrzeby. Wtedy mamy do czynienia z sytuacją, że osoby te większą kwotę oszczędności pod pretekstem zmarnowania wezmą sobie za pośrednictwem znajomych firm, które wykonają albo i nie niepotrzebne usługi jednostce dzieląc się z kierownikiem i księgowym. Środki zostaną wydane, jednostka będzie miała w przyszłości większy budżet, natomiast kierownik z księgowym wypełnią swoje obowiązki. Ta sytuacja też często występuję, bardziej lub mniej jawnie.

Podobne absurdy występują też, ze środkami na inwestycje – jednostka otrzymuje w październiku na budowę czy poważny remont kilkaset tysięcy złotych i musi przeprowadzić procedurę wyboru wykonawcy zgodnie z PZP ( wybór trwa minimum 3 tyg.) i pozostaje ok. 1,5 miesiąca na zrealizowanie inwestycji. Od razu widać, że coś tutaj jest nie tak – nie trzeba być specjalistą by wiedzieć, że nie da się zimą dobrze zbudować czegokolwiek w 1,5 miesiąca. Natomiast co to byłby za kierownik, gdyby zrezygnował ze środków na remont czy budowę???

Trudno sobie wyobrazić, aby prywatne podmioty działały w podobny sposób. W skali całego kraju pod koniec grudnia setki milionów złotych są wydawane tylko po to aby je wydać. Jak pokazałem na powyższych przykładach obecny system sprzyja niegospodarności i prowadzi do absurdów, gdzie nie wydanie środków jest większym złem od głupich i niepotrzebnych wydatków. Według mnie wystarczyłaby prosta zmiana w prawie, iż środki zaoszczędzone w jednostce nie przepadałyby jak do tej pory dla jednostki, lecz pozostawałyby w jednostce jako środki inwestycyjne z możliwością wydatkowania przez 5 lat. Rezygnując z tych wszystkich niepotrzebnych wydatków przez 5 lat można byłoby dokonać w jednostce sporego remontu.

wtorek, 3 stycznia 2012

Dlaczego tak trudno mieć własne mieszkanie???


Przepraszam za długi okres braku postów lecz teraz postaram się nadrobić zaległości – skłoniło mnie do tego większe natężenie ruchu na blogu w ostatnim okresie. Pamiętajcie czym częściej odwiedzacie mojego bloga i czym więcej nowych osób zawita tym więcej i częściej nowych postów będę umieszczać. Komentarze mile widziane – miło byłoby poznać Wasze zdanie o tematach tutaj poruszanych.

Dzisiejszy post zostanie poświęcony dosyć gorącemu tematowi jakim są kredyty hipoteczne w Polsce. Do wątku obliczenia kosztu bycia Polakiem powrócę trochę później, gdyż Rekomendacja S(II) Komisji Nadzoru Finansowego mnie zbyt bardzo zirytowała.

Zastanawiając się nad dostępnością podstawowego dobra w postaci dachu nad głową – domu, mieszkania , schronienia, itp. to zauważam, iż obecny system gospodarczy i polityczny jest wręcz przeciwny udostępnianiu mieszkań społeczeństwu. Szczególnie jest to widoczne w rodzinach najmniej zamożnych i wielodzietnych. Weźmy dla przykładu rodzinę zarabiającą na rękę 3 tys.  (dochód brutto to ok. 5 tys. zł czyli stereotypowo ojciec zarabia 3 tys. a matka 2 tys.) wychowującą 3 dzieci. Rodzina ta nie posiada własnego mieszkania i wynajmuje mieszkanie 1-2 pokojowe za 800zł. Rodzina nie posiada żadnych zobowiązań kredytowych ani nie jest w BIK czy BIG. W obecnej sytuacji żaden bank nie może udzielić tej rodzinie kredytu hipotecznego, czyli brak szans na jakiekolwiek mieszkanie - gdyż zdolność kredytowa tej rodziny to ok. 70-80 tys. zł. Mieszkania za tą kwotę tej rodzinie nie uda się kupić. Rodzina ta żyje z dnia na dzień nie mogąc sobie pozwolić na większe oszczędności czy inwestycje w dzieci. Zakładam, iż dzieci aby jak najszybciej odciążyć rodziców wybiorą szkoły dające szybko zawód np. technikum. Być może rodzice będą chcieli aby jedno dziecko ukończyło studia. Dzieci też będą musiały wynająć mieszkania, gdyż nie pomieszczą się w dotychczas wynajmowanym mieszkaniu. Najprawdopodobniej 2 z dzieci młodo założą swoje rodziny i też nie będą mieli szans na kredyt hipoteczny i własne mieszkanie. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, iż może jednemu dziecku uda się dobrze trafić z zawodem i pracą, odłożyć trochę pieniędzy i uzyska kredyt na wymarzone M i wtedy dopiero założy rodzinę. Czyli po 1 pokoleniu mamy już 4 gospodarstwa domowe i tylko 1 ma własne mieszkanie. Pozostałe rodziny wynajmują mieszkania dorabiając lepiej sytuowaną grupę ludzi posiadających mieszkania. 
Dla porównania mamy osoby dobrze zarabiające z bardzo dużym zasobem piniędzy co daje im też dużą zdolność kredytową. Osoby te inwestują swoje środki, aby pomnożyć swój majątek. Mogą także kupować nieruchomości nie inwestując swoich środków za pomocą kredytu hipotecznego (osoby te mają wystarczającą zdolność na parę nieruchomości i mają zabezpieczenia w postaci np. nieruchomości nie obciążonych kredytem). Przeznaczając nieruchomość na wynajem okazuje się, iż osoby mniej zamożne spłacają kredyt hipoteczny osobom o wiele bardziej od nich zamożnym. Po 30 latach osoby bogate mają kolejne nieruchomości już spłacone i mogą przekazać swoim dzieciom nie jedno mieszkanie lecz kilka. Obecna sytuacja gospodarcza sprzyja osobom lepiej sytuowanym, osoby te nie muszą nawet wykorzystywać swojego kapitału by nabywać nieruchomości (mogą np. założyć zamrożoną lokatę pokrywającą inflację plus lekki bonus na oprocentowaniu jako zabezpieczenie kredytu).

Dla kogo jest tak naprawdę kredyt hipoteczny?
Po uwzględnieniu obecnych zmian (rekomendacja S(II) obowiązująca od stycznia 2012 roku) osobom spełniającym warunki:
- legalna praca
- praca w Polsce
- brak problemów z wcześniejszymi spłatami zobowiązania, tzw. czysty BIK.
Najlepszy kredytobiorca to małżeństwo bez dzieci, gdzie obie osoby pracują na umowę o pracę, bez żadnych innych zobowiązań (bez kredytów i pożyczek), z łącznym dochodem co najmniej 5 tys. zł netto (to ok. 8 tys. zł. brutto) oraz dysponujące własnym wkładem co najmniej 60 tys. zł. Wtedy zdolność kredytowa takiej rodziny wynosi ok. 400 tys. zł. czyli na duże mieszkanie 2 pokojowe lub przyzwoite 3 pokojowe w Warszawie. Warunki wydają się abstrakcyjne zważywszy na fakt, iż pracujących w Polsce jest niecałe 16 mln (na umowę o pracę ok. 70%), a przeciętne wynagrodzenie wynosiło w 2011r. 3416 zł. brutto ( 2 400zł netto).
Co jednak z osobami pracującymi w szarej strefie czy emigrantami? Pracujących w szarej strefie szacuje się od 700 tys do 1,5 mln osób. Liczba emigrantów to ok. 2 mln Polaków. Łącznie mamy do czynienia z prawie 4 mln osób, które są całkowicie wyłączone z możliwości zakupu mieszkania na kredyt. Osoby te zarabiają i opłacają czynsz za wynajem mieszkań, lecz oficjalnie nie mogą dostać kredytu i spłacać swojego mieszkania, pomimo że stać by je było na spłacanie rat zamiast płacenia czynszu za wynajem.
Kolejną grupą poszkodowaną są osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą czy spółki cywilne. Samych osób samozatrudnionych jest ok. 3 mln, w tym ok. 700 tys. firm jednoosobowych. Podmioty te cechują się poszukiwaniem kosztów prowadzenia działalności gospodarczej celem płacenia mniejszych podatków. Aby uzyskać kredyt muszą wybierać pomiędzy budowaniem zdolności kredytowej i płaceniem wyższych podatków bądź oszczędnościami z podatków przez kilka lat (są to kwoty odpowiadające mniej więcej wykończeniu 2 pokojowego mieszkania ze stanu deweloperskiego).

Podstawowa kwestią jest to dlaczego istnieje polityka zakazująca bankom udzielania kredytów hipotecznych na mieszkania grupom osób najbardziej ich potrzebującym??? Rozumiem, takie działania w pożyczkach, chwilówkach czy zakupach ratalnych. Zaciągamy je pod wpływem emocji nie zważając na późniejsze skutki – samo posiadanie dowodu nie powinno oznaczać możliwości skorzystania z takiej usługi. Lecz kto słyszał o emocjonalnym zakupie mieszkania czy budowy domu – to jest inwestycja na lata i żadna rodzina nie dokona takiej decyzji w godzinę, dzień czy tydzień. Banki zatrudniają analityków i posiadają procedury, które i tak dostatecznie eliminują osoby nie mogące pozwolić sobie na spłatę kredytu. Rząd natomiast powinien kreować politykę umożliwiająca dostęp do podstawowej potrzeby jaką jest schronienie, a nie kreować możliwości inwestycyjne osób zamożnych. W Polsce następuję regres i jedyny program wspomagający zakup mieszkania („Rodzina na swoim” bardzo niedoskonały, lecz istniejący i cieszący się ogromnym powodzeniem) zostaje wycofany. 
Patrząc na rynek USA i kryzys na rynku mieszkaniowym oraz katastrofy banków, można straszyć nas, iż zaostrzenie kryteriów udzielania kredytów i schłodzenie rynku jest dla naszego dobra, aby uchronić Polskę przed podobnym kryzysem, który wystąpił w USA. Lecz żaden polityk nie dodaje, że ten kryzys nigdy by u nas nie powstał, gdyż system kredytów hipotecznych USA jest całkowicie odmiennie skonstruowany od europejskiego i polskiego (nawet system niemiecki różni się znacznie od polskiego). Kryzys na wzór USA nigdy nie będzie groził Polsce. W Polsce mamy natomiast do czynienia z ogromnym niedoborem mieszkań w porównaniu z krajami starej UE.
Zasłanianie się kiepską sytuacją gospodarczą też nie jest dobrym wytłumaczeniem braku programów pomocowych w dostępie do mieszkań, a nawet ograniczania banków w udzielaniu kredytów na mieszkania. Nie trzeba od razu budować mieszkań z publicznych pieniędzy, aby umożliwić części z nas posiadania własnych mieszkań. Jest wiele instrumentów pośrednich i bezpośrednich stymulowania rynku nieruchomości i umożliwienia rodzinom posiadania własnych mieszkań.
Jeśli jesteście zainteresowani tymi metodami to czekam na komentarz i wtedy napiszę post z tymi instrumentami, gdyż jest to temat dosyć obszerny.


Życzę lepszego 2012 roku i realizacji marzeń na temat własnych czterech ścian i dachu ;)

piątek, 26 sierpnia 2011

Jak dużo kosztuje nas bycie Polakiem? cz. 3 (akcyza)


Kolejna część wyliczenia kosztu polskiego obywatelstwa jest o podatku akcyzowym zwanym potocznie akcyzą.

Akcyza jest jednym z najstarszych rodzajów podatków. Była już stosowana w starożytnych cywilizacjach (Grecja, Rzym, Bizancjum). Samo słowo akcyza pochodzi od łacińskiego słowa "accidere" znaczącego po polsku obcinać, ustanawiać.  Akcyza jest podatkiem konsumpcyjnym, gdyż jest nakładana na towary i ostatecznie obciążają konsumenta tych towarów. Jest podobna do podatku VAT, lecz akcyza nakładana jest na ściśle określone towary i dla każdego towaru określana jest odpowiednia wysokość podatku akcyzowego. Wysokość akcyzy może być określona w uzależnieniu od wartości danego towaru (potocznie mówiąc w %), w stałej wartości przypadającej na daną ilość towaru bądź jako połączenie dwóch wcześniejszych.

Po co jest podatek akcyzowy skoro funkcjonuje podatek VAT? Otóż idea tego podatku jest najbardziej szczytna ze wszystkich, gdyż Państwu nie chodzi o większe wpływy do budżetu lecz o nasze dobro. Podatek akcyzowy jest nakładany po to aby ograniczyć konsumpcję przez nas towarów dla nas szkodliwych i niepotrzebnych. Pięknym przykładem tego są papierosy i alkohol. Powszechnie wiadomo, iż oba te dobra są szkodliwe dla naszego zdrowia, uzależniają i ogólnie społeczeństwu nie służą. Jednakże popyt na te dobra jest ogromny i nie można ich po prostu zakazać (jak historia USA pokazuje czasy prohibicji się nie sprawdziły, a pieniądze zamiast do budżetu popłynęły do przemytników). Stąd dla ograniczenia ich konsumpcji nałożony jest kolejny podatek powodujący wzrost ceny tych dóbr i zmuszający nas do ograniczenia konsumpcji – dziwne, że kształcimy nowych lekarzy zamiast stosować wspaniały lek w postaci akcyzy. Dla mnie jest to największa propaganda, jaką udało mi się kiedykolwiek usłyszeć. Otóż zaczynając od najsłabszych argumentów – który palacz albo alkoholik zwraca uwagę na cenę używki? Czy  osoby których nie stać na wódkę w sklepie są zdrowsze upijając się denaturatem, borygiem czy bimbrem? Lepszy dla zdrowia jest alkohol i papierosy z legalnych zakładów czy z „leśnych” zakładów? Zwolennicy podatku akcyzowego na pewno znajdą wiele odpowiedzi na powyższe pytania retoryczne, lecz od kiedy paliwo, energia elektryczna, gaz czy samochody szkodzą naszemu zdrowiu? Moim zdaniem prąd jest dobrem niezbędnym człowiekowi i każdy powinien mieć do niego dostęp, stąd nie mogę w żaden sposób uzasadnić próby ochrony obywateli przez państwo przed energią elektryczną. Dla mnie akcyza jest zwykłym podatek, nałożonym na towary drogie i dobrze sprzedające się. Jest to po prostu kolejne, źródło przychodów budżetowych, lecz inaczej nazwane i skrzętnie ukryte przed nami. Dla przykładu kilka stawek akcyzy:
- 1l benzyny – 1,56zł akcyzy
- 1l oleju napędowego – 1,04zł akcyzy
- 1kg LPG – 0,69zł akcyzy
- 1l alkoholu 100% - 49,60zł akcyzy
- papierosy 1000szt. – 138,50zł + 31,41% ceny detalicznej
- energia elektryczna – 0,2zł kWh akcyzy
- samochód osobowy o pojemności silnika do 2000cm3 – 3,1%
- samochód osobowy o pojemności silnika powyżej 2000cm3 – 18,6%

Dla przykładu wysokość akcyzy w paru towarach:
- paczka papierosów (czerwone Marlboro 11,80zł) – 3,84zł akcyzy i 2,21zł VAT, łącznie podatek 6,05zł (51,3% ceny), zastępując akcyzę VATem, VAT na papierosy powinien wynosić 105%
- wódka 40% 0,5l. (20zł) – 9,92zł akcyza i 3,74zł VAT, łącznie podatek 13,66zł (68,3% ceny), zastępując akcyzę VATem, VAT na wódkę powinien wynosić 215%
- samochód z silnikiem 1.4l wart 45tys. zł -1 100zł akcyza i 8 414zł VAT, łącznie podatek 9 514zł (21,1% ceny), zastępując akcyzę VATem, VAT na te samochody powinien wynosić 27%
- samochód z silnikiem 3.2l wart 120tys. zł – 15 300zł akcyza i 22 439zł VAT, łącznie podatek 37 739zł (31,4% ceny), zastępując akcyzę VATem, VAT na te samochody powinien wynosić 46%

Wątpię, aby Polacy byli w stanie zaakceptować podatek VAT na wódkę w wysokości 215%, bądź na samochody z silnikami powyżej 2l. w wysokości 46%. Lecz dzięki akcyzie o której rzadko się mówi i jej wysokość skrzętnie ukrywa (na fakturze nie ma podanej jej wysokości) my wysokość tego podatku akceptujemy i wydaje się nam, iż jest ono o wiele mniejsza. Ukrywanie faktycznej wysokości podatków w niektórych towarach jest celem istnienia podatku akcyzowego, którego obsługa i egzekwowanie jest bardzo pracochłonne i drogie. Urzędy skarbowe i Urząd Celny zajmują się poborem tego podatku oraz walką z szarą strefą unikającą jego płacenia. Dodatkowe koszty ponoszą też producenci i importerzy towarów akcyzowych, którzy muszą prowadzić składy akcyzowe oraz dodatkową sprawozdawczość na cele podatku akcyzowego.

Wartość przychodów z podatku akcyzowego w 2011r. ma wynieść 58,7 mld zł (jego udział w przychodach budżetu państwa wynosi 21,5% wszystkich przychodów budżetowych). Każdy Polak (w tym dzieci – 38,2 mln Polaków) zapłaci państwu w 2011r. 1 537zł. z tytułu podatku akcyzowego, średnio na rodzinę (2 rodziców i 2 dzieci) przypada 6 147zł podatku akcyzowego do zapłacenia.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Jak dużo kosztuje nas bycie Polakiem? cz. 2 (VAT)

Druga część wyliczenia kosztu posiadania polskiego obywatelstwa została poświęcona omówieniu podatku od towarów i usług potocznie zwanego VAT.

b. VAT jest to skrót od angielskiego wyrażenia Value Added Tax, który tłumacząc wprost oznacza podatek od wartości dodanej. W Polsce przyjęto angielski skrót VAT dla oznaczenia Podatek od towarów i usług. Osobiście dziwi mnie ten zabieg. Jak już wspominałem w części o podatku dochodowym od osób fizycznych przyjęcie angielskiego skrótu można w miarę uzasadnić. Jednakże w przypadku tego podatku osoby rządzące krajem przyjęły angielski skrót dla polskiej błędnej nazwy podatku. Jestem zwolennikiem tłumaczenia wprost z angielskiego, choć zwrot ten również nie do końca oddaje naturę tego podatku - jaka jest wartość dodana w usługach? Wytłumaczyć to można tym, iż w momencie jego wymyślenia (we Francji w 1954r. przez Maurice Laure) usługi odbywały marginalną rolę w gospodarce opartej na przemyśle i rolnictwie. Dlatego VAT funkcjonował jedynie odnośnie towarów przemysłowych skierowanych dla konsumpcji. Natomiast polski zwrot Podatek od towarów i usług błędnie określa jego ideę, sugerując iż to towary i usługi są opodatkowane. Jest to znaczne uproszczenie, którego niepoprawność zostanie ukazana w dalszej części posta.

Podatek VAT jest płacony przez ostatecznego konsumenta (podręcznikowo przez osobę fizyczną, jednakże w Polsce zastosowano wiele zabiegów robiących z przedsiębiorstw konsumentów, w przyszłych postach jeszcze wrócę właśnie do tych zabiegów), czyli jest podatkiem od konsumpcji - więcej kupujemy, więcej go płacimy. Dla ukrycia jego wysokości i uciążliwości, nie płacimy go bezpośrednio (sami urzędowi skarbowemu), lecz pośrednio za pośrednictwem, sprzedającego i wytwarzającego dany produkt/usługę. Kilkanaście lat temu ceny towarów i usług można było podawać jako netto czyli nie uwzględniające podatku VAT. Dla "ochrony" konsumentów, czyli biednych obywateli wprowadzono zakaz tym praktykom i należy podawać tylko ceny brutto, czyli już zawierające podatek VAT. Głównym powodem tego zakazu było wprowadzanie konsumentów w błąd, gdyż w momencie płacenia dochodziło do rozczarowania z powodu większej kwoty do zapłacenia (powiększonej o podatek VAT). Innym powodem, nie rozpowszechnianym głośno było odizolowanie obywateli od prawdziwej wysokości i uciążliwości podatku - jest takie powiedzenie "czego oczy nie widzą tego sercu nie żal". Obecnie, aby dowiedzieć się ile płacimy podatku od danego zakupu musimy wgłębić się w paragon, który zawiera w sobie bardzo ograniczoną ilość informacji. Dla uzyskania pełnych informacji trzeba byłoby domagać się faktury, lecz nie znam jeszcze osoby, która by brała fakturę VAT dla celów informacyjnych.
Najlepiej zrozumieć istotę podatku VAT na kilku powiązanych ze sobą uproszczonych przykładach:
Przykład 1.
Ogrzewamy dom węglem. Kupujemy węgiel bezpośrednio w kopalni węgla. Płacimy 123zł kopalni. Węgiel tak naprawdę kosztuje 100zł (tyle otrzymuje kopalnia za węgiel), a 23zł to kwota podatku, którą kopalnia musi zapłacić urzędowi skarbowemu.
Przykład 2.
Kupujemy niemalowane stalowe ogrodzenie ze sklepu z art. budowlanymi. Ogrodzenie do sklepu z art. budowlanymi jest przewożone od kowala, który je wytwarza ze stali. Kowal stal kupuje w hucie, która do wytworzenia stali potrzebuje węgla i rudy żelaza. Huta kupuje węgiel za 123zł i rudę żelaza też za 123zł. Kopalnia węgla otrzymuje za swój węgiel 100zł i 23 zł musi zapłacić podatku, tak samo kopalnia rudy żelaza otrzymuje 100zł za rudę żelaza i 23 zł musi zapłacić podatku. Huta łącznie zapłaciła 246zł, gdzie 46zł to podatek VAT. Przetworzenie węgla i rudy żelaza na stal huta wycenia na kwotę 100zł, więc sprzedaje kowalowi stal za kwotę 369zł - kwota netto (bez podatku) to 300zł, a kwota podatku VAT to 69zł, lecz huta płaci urzędowi skarbowemu tylko 23zł podatku, gdyż 46zł podatku zapłaciła już kopalniom i urzędowi skarbowemu płaci tylko podatek od kosztu przetworzenia węgla i rudy żelaza w stal, czyli od 100zł. (69zł - 46 = 23zł). Kowal zrobienie ogrodzenia ze stali wycenia także na kwotę 100zł bez podatku, a z podatkiem 123zł. Czyli do ceny stali 369zł, którą zapłacił hucie dodaje swoje 123zł i sprzedaje ogrodzenie dla sklepu z art. budowlanymi za 492zł. Kowal płaci podatek tylko za swoją pracę czyli 23zł bo resztę podatku zapłaciła huta i kopalnie już wcześniej (92zł - 69zł = 23zł). Sklep z art. budowlanymi nakłada za sprzedaż ogrodzenia marże w wysokości 50zł netto (bez podatku), która brutto (z podatkiem) wynosi 61,50. My więc płacimy 553,5zł za ogrodzenia dla sklepu z art. budowlanymi. Sklep z art. budowlanymi płaci podatek VAT w wysokości 11,5zł, gdyż wcześniejsze 92zł zostały zapłacone przez kowala, hutę i kopalnie (103,5zł - 92zł = 11,5zł). Tak naprawdę cały podatek za ogrodzenie w wysokości 103,5zł zapłaciliśmy my, lecz za pośrednictwem aż 5 podmiotów.

Państwo dzięki takiej konstrukcji podatku VAT osiąga wiele korzyści - główną jest, to że otrzymuje podatek wcześniej niż ostateczny konsument go zapłacił. Jest to nieoprocentowana pożyczka udzielana budżetowi przez podmioty zaangażowane w wytwarzanie/świadczenie danego towaru/usługi. Państwo również zrzeka się odpowiedzialności za ściąganie i pilnowania sprzedaży wytwarzanych/świadczonych przez podmioty gospodarcze dóbr/usług - przypuśćmy, że kowalowi spłonęła faktura zakupu stali wystawiona przez hutę, jeśli nie otrzyma od huty duplikatu faktury to będzie musiał zapłacić urzędowi skarbowemu podatek VAT w wysokości 92zł, a nie 23zł (nie będzie mógł udowodnić, że 69zł podatku zapłaciły huta i kopalnie). Czyli taki kowal zarobi zamiast 100zł tylko 31zł. Kowal przez to będzie dzwonił do huty, jeździł do niej i prosił ją o wydanie jednej kartki papieru aż do skutku, gdyż byłaby to dla niego zbyt duża strata. W przypadku nieuzyskania faktury przez kowala urząd skarbowy uzyskałby jeszcze większą kwotę podatku VAT niż powinien.
Wracając do początku, podatek nie jest więc płacony od towaru czy usługi, ale od każdej pracy włożonej przez wszystkie podmioty zaangażowane w proces jego wytworzenia czy świadczenia. Praca ta w odniesieniu do towarów nazywana jest wartością dodaną (u kowala wartością dodaną jest zrobienie ze stali ogrodzenia, w hucie jest wytworzenia stali z węgla i rudy żelaza), stąd angielska nazwa podatek od wartości dodanej.

W Polsce główna stawka podatku VAT wynosi 23% oraz na niektóre towary i usługi w wysokości 8% i 5%. Niektóre towary i usługi są też zwolnione z podatku VAT. Jednakże towary i usługi objęte mniejszą stawką VAT bądź zwolnione to głównie art. spożywcze i rolnicze, ubrania dziecięce, usługi twórcze i kulturalne oraz niektóre transportowe - jest ich niewiele i są ściśle określone w ustawie o podatku od towarów i usług. 
W porównaniu do krajów Unii Europejskiej mamy jedną z najwyższych stawek podatku VAT. Wyższą stawkę podatku VAT (25%) stosują od nas tylko 3 kraje UE (Dania, Szwecja i Węgry). Stawka taka jak u nas (czyli 23%) obowiązuje jeszcze tylko w 3 krajach: Grecji Finlandii i Portugalii. Natomiast pozostałe 19 krajów posiada niższą stawkę tego podatku. Cypr i Luksemburg stosują najniższą możliwą w UE stawkę podatku VAT wynoszącą 15% (prawo Unii Europejskiej określa minimalną wysokość podatku VAT na 15%), Hiszpania i Malta 18%, Niemcy i Holandia 19%, Francja 19,6%, Łotwa 22% pozostałe kraje głównie 20% i 21%. Japonia i Kanada stosują 5% stawkę podatku VAT. W USA podatek VAT nie występuje, istnieje jednakże podatek od sprzedaży wynoszący od 6 do 9%. W Australii i Korei Południowej stawka podatku VAT wynosi 10%, a w Indiach i Nowej Zelandii 12,5%. W krajach arabskich VAT jeśli istnieje to wynosi maks. 10%. W Chinach stawka tego podatku wynosi 17%, a w Rosji i Turcji 18%. Warto zauważyć, że kraje wysoko rozwinięte jak np. USA, Japonia, Kanada, Korea Południowa cechują się bardzo niskimi stawkami podatku VAT. Unia Europejska ma jednakże najwyższe stawki podatku VAT na świecie, a Polska jest krajem który ma prawie najwyższe stawki tego podatku w Unii Europejskiej. Możemy być dumni z naszej stawki VAT, gdyż w niewielu rzeczach przodujemy w skali świata, a stawkę tą mamy jedną z najwyższych. Pomimo wysokiej stawki podatku VAT nie możemy jednakże porównywać się ze standardem życia czy rozwojem gospodarki z krajami stosującymi o wiele niższe stawki tego podatku.

Podatek VAT jest najważniejszą pozycją dochodową w budżecie naszego kraju. W 2011r. przychody z tytułu tego podatku zaplanowano w kwocie 119 mld. złotych (43,7% wszystkich przychodów budżetowych). Każdy Polak (w tym dzieci) zapłaci państwu w 2011r. 3 123zł. z tytułu podatku VAT, średnio na rodzinę (2 rodziców i 2 dzieci) przypada 12 492zł podatku VAT do zapłacenia.

Kolejny post zostanie poświęcony podpunktowi c, w którym zostanie omówiony podatek akcyzowy. Serdecznie zapraszam.

środa, 17 sierpnia 2011

Jak dużo kosztuje nas bycie Polakiem?

Każdy z nas mniej więcej ma świadomość ile go kosztuje utrzymanie telefonu, samochodu, domu czy nawet rodziny. Lecz czy kiedykolwiek zadaliście sobie pytanie ile kosztuje nas bycie Polakiem??? Większość z Was po przeczytaniu tego pytania pomyśli sobie, iż jest ono niedorzeczne i absurdalne, gdyż nie można przeliczyć kosztu narodowości. Jednakże osobiście jestem zdania, iż wszystko można przeliczyć i wycenić. Oszacowanie kosztu narodowości nie jest jednakże prostym zadaniem i podejrzewam, iż każdy mógłby uzasadnić inną jego wielkość.

Zamierzam przedstawić dwa wyliczenia: jedno skupiające się jedynie na obowiązkowych daninach dla Państwa, drugie będzie uwzględniało dodatkowe opłaty, których żyjąc skromnie, bądź rezygnując z pewnych rzeczy można uniknąć. Jednakże przed dokonaniem wyliczeń chciałbym omówić poszczególne składniki kosztu bycia Polakiem.

1. Pierwszą grupą są podatki. Samo słowo podatki zawiera w sobie szereg opłat, których zapłata jest naszym obowiązkiem i uchylanie się od tego obowiązku jest karane. Poniżej zestawienie różnych podatków:
a. Dla większości Polaków podatek kojarzy się z podatkiem dochodowym pomniejszającym nasze zarobki. Podatek dochodowy zwany PIT jest angielskim skrótem oznaczającym Personal Income Tax, po polsku podatek od osób fizycznych. Nie wiem dlaczego naród przywiązany tak bardzo do tradycji i języka, na początku lat dziewięćdziesiątych (w czasach, gdy większa część społeczeństwa jako język obcy deklarowała rosyjski, a angielskim posługiwała się garstka) nadaje bardzo istotnym dla społeczeństwa wyrażeniom angielskie zwroty. Czy POF brzmi gorzej od PIT? A może angielska nazwa świadczy o tym, iż jest to dobre, słuszne i nie należy wnikać co to jest? Podatek dochodowy jest to określona część z naszych zarobków, które musimy oddać Państwu. Podatek ten jest płacony przez naszych pracodawców, którzy pomniejszając nam wynagrodzenie przekazują go organom poborczym (Urzędowi Skarbowemu). Dzięki temu zabiegowi nie odczuwamy zapłaty tego podatku, gdyż faktycznie go nie płacimy - jest tylko zapiskiem na liście płac bądź rachunku. Dopiero po zakończeniu roku wypełniamy deklarację roczną, określając dokładną kwotę podatku i w zależności od naszych zarobków otrzymujemy zwrot podatku bądź jesteśmy zobowiązani go dopłacić. Dzięki dwóm stawkom 18% i 30% oraz wysokiemu progowi pierwszej stawki (85 528zł) większość Polaków płaci podatek wg stawki 18%. Dodając do tego kwotę wolną od podatku i możliwość odliczenia części składki ubezpieczenia zdrowotnego oraz nieliczne ulgi podatkowe u większości Polaków występuje niewielki zwrot nadpłaconego podatku przez Urząd Skarbowy. Otrzymujemy wtedy zazwyczaj w okresie czerwiec-lipiec kilkaset złotych. Pieniądze te traktujemy jako prezent od Urzędu Skarbowego - czujemy się szczęśliwi i cieszymy się, że żyjemy w tak dobrym państwie który przysyła nam dodatkowe pieniądze w momencie kiedy ich najbardziej potrzebujemy - na wakacje. Mało kto z nas zauważa, iż udziela Państwu nieoprocentowanej pożyczki na okres ponad roku, zakładając iż 1/4 Polaków otrzymuje zwrot podatku w wysokości ok. 800zł to pożyczamy Państwu 7,6 mld zł. - odsetki z lokaty od tej kwoty wynoszą 456 mln zł. rocznie. Dzięki takiej konstrukcji podatku Państwo osiąga niezwykłe korzyści: nieoprocentowaną pożyczkę, niską odczuwalność płaconego podatku oraz satysfakcję podatników ze zwracanych im pieniędzy - żadnej prywatnej firmie nie uszłaby taka manipulacja, gdyż prawnie jest to zabronione (chociażby Kodeks Pracy).
Jednakże podatek dochodowy to nie tylko podatek płacony od wynagrodzenia za pracę. To także podatek od wynajmowania własnych rzeczy, podatek od nagród, podatek od oszczędności trzymanych w banku (tzw. podatek belki, dzięki któremu Państwo otrzymuje 1/5 naszych zysków z lokat i innych produktów oszczędnościowych w bankach), podatek od zysków z transakcji giełdowych, podatek od dywidendy czy zysków spółek w których posiadamy udziały. Tak naprawdę każda nasza aktywność polegająca na polepszaniu naszego dobrobytu polega na podzieleniu się zyskami z państwem.
Podatek dochodowy od osób fizycznych nie jest jednakże zbyt dużym dla państwa źródłem dochodów - zgodnie z budżetem państwa na rok 2011 stanowi jedynie niecałe 14% wszystkich dochodów Państwa. Licząc wszystkich Polaków (łącznie z dziećmi) to każdy z nas zapłaci średnio 1 tys. złotych podatku dochodowego w 2011r. Z moich wyliczeń wynika, iż wystarczyłoby podnieść stawkę podatku VAT o 5-7 punktów procentowych (poziom 28-30%), aby móc zlikwidować podatek dochodowy całkowicie - dochody budżetu państwa z podatku VAT pokryłyby brak dochodów z podatku dochodowego od osób fizycznych.

Kolejny post zostanie poświęcony podpunktowi b, w którym zostanie omówiony podatek od towarów i usług, tzw. VAT. Serdecznie zapraszam za parę dni.


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Witajcie w świecie ekonomii mojego autorstwa

Bardzo dziękuję za zainteresowanie moim blogiem i mam nadzieję, że przyłączycie się do jego współtworzenia. Bardzo mi zależy na wymianie poglądów odnośnie moich komentarzy przez jak największą liczbę osób, zarówno od tych zajmujących się ekonomią zawodowo czy naukowo po osoby nie wiedzące co to słowo tak naprawdę oznacza. Szczególnie na komentarzach tych ostatnich osób jak najbardziej mi zależy, gdyż nie będzie w nich powszechnie znanych z podręczników akademickich twierdzeń, lecz poglądy wyznawane przez większą część społeczeństwa.

Odnośnie tematu tego blogu to nie jest on jedynie poświęcony ekonomii. Bardziej jest to blog dotyczący problemów ekonomicznych współczesnego świata oraz naszego kraju. Problemy te będą tłumaczone, tak aby przedstawić je dla osób nie mających dużo wspólnego z naukami ekonomicznymi oraz umożliwić im dyskusję i wyrobienie własnej opinii. Tematów do opisywania jest niezliczenie wiele, stąd jeśli będą jakieś propozycje to na pewno zostaną one uwzględnione - wystarczy w komentarzu lub mailu napisać interesujący temat.


Głównym powodem powstania tego bloga jest narzucanie społeczeństwu jednakowej wizji świata, naszego państwa, gospodarki czy domu, ukrywając przy tym prawdziwe przesłanki jego narzucania. Do 1989r. żyliśmy we wschodnim świecie zdominowanym prawdami Marksa poprawionymi przez Lenina, Stalina i innych włodarzy Moskwy. W 1989r. po wielu latach walki i prób zerwania ze znienawidzonym systemem nadszedł moment "wyzwolenia". Obecnie mamy 2011r., 22 lata minęło od wyzwolenia z gospodarki socjalistycznej i przejście na jedyną "dobrą i słuszną" gospodarkę kapitalistyczną. Zapominając o przeszłości powtarzamy ciągle te same błędy - tylko teraz są one naszym niby świadomym wyborem. Spoglądamy na zachód i wszystko co tam widzimy uważamy za dobre i prawdziwe. Nie zastanawiamy się nad tym jak to co widzimy wygląda, co gorsza nie myślimy nad tym tylko uznajemy, iż jest to dobre i natychmiast to wprowadzamy do naszego życia. Uprzedzając pragnę zaznaczyć, iż nie jestem zwolennikiem czasów przed 1989r. i zagorzałym krytykiem kapitalizmu czy wolności. Osobiście uważam, iż cieszę się że mogę funkcjonować w III Rzeczpospolitej, a nie w Ludowej. Natomiast irytuje mnie fakt, iż nasze społeczeństwo stało się odtwórcze i powoli przestaje myśleć powierzając myślenie i tworzenie społeczeństwu amerykańskiemu, angielskiemu, francuskiemu, niemieckiemu czy nawet chińskiemu. Nie zależy nam na wiedzy, zmianach, doświadczeniach czy eksperymentach. Wystarczą nam badania z USA, obietnice z Francji czy Niemiec. Z biednego kraju satelity ZSRR staliśmy się mieszkańcami globalnej wioski i jesteśmy z tego dumni. Tylko zapominamy zastanowić się jaką rolę zajmujemy i odgrywamy w tej globalnej wiosce.

Nie jest moim celem narzucanie  własnych poglądów czy opinii, choć nie oszukuję się także, iż nie uda mi się zachować pełnego obiektywizmu. Głównie chodzi mi o wyjaśnienie pewnych problemów i zmuszenie czytelników do wyrobienia własnego poglądu na ich temat.

Życzę miłej lektury i czekam na komentarze.